If life is a dream, what happens when I wake up? - napis na koszulce jednego z bohaterów filmu Dym

poniedziałek, 5 listopada 2012

Jakbym dzisiaj w drodze do kina wysiadła z autobusu i poszła w lewo, po czym znowu w lewo, następnie w prawo i pod górę to taki bym zastała widok:


Żadna z tych chwil się nie powtórzy. Żaden poniedziałek kiedy z Małą Dziewczynką w chuście jadę do kina. Wiem jednak co muszę robić żeby te chwile gdzieś w sobie zatrzymać. 
Muszę je odbywać.
Za rok rzeczywistość będzie już inna. Ta mała osoba będzie inna. Prawdopodobnie trzeci raz już nie będę mieć okazji tulić kilkutygodniowego człowieka. Nie z mojej krwi i potu, w każdym razie. Mam farta. Podczas gdy inni spędzają poniedziałkowe przedpołudnie w, być może znienawidzonej, robocie ja mam od niej wyczekaną przerwę. Siedzę w kinie i całuję puchaty policzek mojej Córki. Jest dobrze.

To już nasz drugi seans. Pierwszy zaliczyłyśmy tydzień temu. Przeurocza Meryl Streep i mamroczący, oporny choć nadal czarujący Tommy Lee Jones. Ależ im było ciężko się dotknać po 31 latach małżeństwa. Wzruszająca codzienna historia.

A dziś The Queen of Versailles. O ludziach, którzy mają większy schowek na buty niż ja mieszkanie. 


Nothing makes me happy these days. Powiedział amerykański miliarder patrząc smutno w kamerę. 

piątek, 2 listopada 2012

Profesor Mikołajko w Gazecie rozmawia o śmierci. Za Koheletem i Markiem Aureliuszem powiada: 
nic więcej niż teraźniejszość nie mamy w garści. 
Tak. Pamiętam i zapominam o tym codziennie.


Na bardzo dalekiej północy