If life is a dream, what happens when I wake up? - napis na koszulce jednego z bohaterów filmu Dym

wtorek, 2 lipca 2013

.

Wczoraj po raz pierwszy w życiu poszłam pobiegać z moim tatą. Na początku to był prawie sprint. Tata twierdzi, że nałożyłam straszne tempo, mi zaś się wydaje, że to on biegł tak szybko. Wiem jednak, że to ja. Ciekawa rzecz. Jak tylko wyszłam z domu (bez dzieci!) i poczułam chłodne wieczorne powietrze miałam ochotę biec jak najdalej i się nie zatrzymywać. Dorosły człowiek czasem potrzebuje trochę czasu bez dzieci. Było bardzo fajnie. Tacie się spodobało. Dziś robimy dłuższą trasę.
Poza tym spacerując po mieście co rusz spotykam starych znajomych. Patrzę na nich, zerkam na nasze dzieci i czuję się, hmmm, no staro. Wczoraj na placu zabaw spotkałam koleżkę ze studiów. Świetny gość. Spacerował z żoną i dzieckiem, ja z moimi dziewczynami. Nie widziałam go z 10 lat. Poczułam się jakby nas jakiś wehikuł czasu rzucił ze studiów w nasze lata 'potrzydzieste'. Oto my, nasi mężowie, żony, dzieci.


2 komentarze:

  1. ależ dlaczego od razu tak staro :) przecież dzieci odmładzają :) wyobraźnia mi pracuje -poproszę następnym razem o trasę biegu ( to się zapewne wirtualnie zmęczę ;) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodatkowy smaczek nadaje temu biegowi fakt, że w każdej chwili mała Lu może się obudzić i zacząć wrzeszczeć. A wtedy do domu trzeba naprawdę sprintem;) I to jest właściwie nawet ekscytujące hehe

      Usuń